Piotr Wilczek « Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury

Baza wiedzy

Piotr Wilczek

Piotr Wilczek [03] (1)tłumacz języka angielskiego, historyk literatury i kultury, komparatysta, przekładoznawca, profesor na Wydziale „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego 

zobacz profil

Noc czy dzień? Jaki masz system pracy?

Rano się rozkręcam długo… Najlepsze godziny to 20.00 do 1.00 w nocy.

Kanapa czy biurko? Gdzie tłumaczysz?

Tłumaczę tylko przy biurku, przed dużym, szerokim monitorem, zwykle po lewej stronie jest oryginał, po prawej plik z tekstem tłumaczonym, a w tle słowniki…

Słownik elektroniczny czy papierowy?

Tylko elektroniczny, bo jest kilka dobrych, przede wszystkim jednojęzycznych. Ze słowników dwujęzycznych korzystam rzadko, bo zwykle nie chodzi mi o ekwiwalent jakiegoś wyrazu w obcym języku, ale o wyraz czy idiom rzadki, wtedy trzeba znaleźć kontekst, różne użycia. Jedyny słownik papierowy, do którego czasem sięgam z sentymentu to The Consise Oxford Dictionary of Current English H. W. Fowlera i F. G. Fowlera, piąte wydanie z 1964 roku, kupione w połowie lat siedemdziesiątych w Budapeszcie, przez pomyłkę. Miał to być słownik Hornby’ego dla uczących się języka, a nie słownik standardowy. Wtedy prawie nic z niego nie rozumiałem, od tego czasu stale go czytam. To jedna z moich ulubionych książek, bo inicjacyjna.

Wikipedia czy Narodowa? Skąd czerpiesz informacje?

Wbrew pozorom Wikipedia jest bardzo wiarygodna, zwłaszcza angielska, w sieci jest też wiele artykułów naukowych, zwłaszcza dostępnych przez uniwersyteckie bazy danych. Narodowa kojarzy mi się niestety z ponurym gmachem, pełnym nieżyczliwych bibliotekarzy. Może po prostu dlatego, że dawno tam nie byłem. Wolę BUW, czyli Bibliotekę Uniwersytecką w Warszawie.

Kiedy się zablokujesz, to…?

Idę na spacer.

Czytać książkę przed tłumaczeniem czy nie czytać?

Czytać, trzeba mieć obraz całości. Tłumaczenie bez uprzedniego przeczytania całości jest nieprofesjonalne, wręcz absurdalne.

Najprzyjemniejszy moment w tłumaczeniu?

Kiedy już pierwszy „draft” jest gotowy i można cyzelować, zmieniać, tworzyć alternatywne wersje jakiegoś zdania lub akapitu.

A najmniej fajny?

Kiedy czytasz zdanie w obcym języku i w ogóle go nie rozumiesz.

Redaktor to…?

Niezbędny współpracownik tłumacza. Największy błąd wielu wydawnictw to publikowanie przekładu bez ingerencji redaktora. Ale musi to być profesjonalny redaktor, znający problematykę danej książki i oba języki.

Od kogo uczysz się przekładu?

Od Jana Kochanowskiego i Mickiewicza. Genialne przekłady Horacego (Kochanowski) i Byrona (Mickiewicz) zwane niesłusznie parafrazami.

Co powiedziałbyś młodszym tłumaczom? A starszym?

Młodszym – aby nie tłumaczyli wszystkiego, co im wpadnie w rękę, tylko dlatego, że za to jest kasa; starszym – niektórym, że ich podziwiam.

A co powiedziałbyś ministrowi kultury?

Opowiedziałbym mu o tym, jak ważna jest rola tłumacza w kulturze. Sądzę jednak, że jako człowiek wykształcony dobrze o tym wie.

Yerba mate czy spirytus? Co daje Ci energię do pracy?

Zielona herbata.

Kot czy gekon? Jakie istoty cię w niej wspierają?

Kiedyś kot, obecnie tylko Anioł Stróż.

Co robisz z egzemplarzami autorskimi?

Rozdaję i muszę zawsze dokupywać.

Co robisz dla relaksu, czyli Twoje zasady tłumackiego BHP?

Słucham muzyki, głównie Bacha.

Twoja najciekawsza tłumaczeniowa anegdota?

Na konferencji o Mickiewiczu w Chicago, kilkanaście lat temu,  pewien dżentelmen tłumaczący seryjnie literaturę polską na język angielski prezentował tabele, w których pionowo były umieszczone wyrazy z wiersza Mickiewicza, a poziomo, obok nich odpowiedniki angielskie z różnych słowników. Opowiadał potem o swojej metodzie. Tłumacząc, dobiera do przekładu jeden z tych wyrazów angielskich, posiłkując się radami żony, która jest rodzimą użytkowniczką angielskiego, ale nie zna polskiego. W wyniku stosowania tej metody jest on autorem najbardziej niespójnych stylistycznie przekładów, jakie widziałem w życiu. Nigdy nie zapomnę tej tabeli. Powinna zostać zamieszczona w jakiejś księdze kuriozów.

Twoje ważne książki?

Najpierw Akademia pana KleksaW pustyni i w puszczy; potem Biblia, Czarodziejska góra, Horacy, BurzaJuliusz Cezar Szekspira, John Donne, Kawafis, Raport z oblężonego miasta Herberta; w czasach studenckich dużo Borgesa i Gombrowicza, potem mi przeszło.

Gdyby wszyscy mieli przeczytać Twój jeden przekład – to który?

Północ w ogrodzie dobra i zła Johna Berendta. Były dwa wydania – najpierw wydał Prószyński, potem REBIS.

Co teraz tłumaczysz, przetłumaczyłeś albo właśnie ukazało się w Twoim przekładzie?

Przetłumaczyłem na angielski własny esej. Odrzuciłem propozycję tłumaczenia napisów do starych filmów amerykańskich. Przymierzam się do przekładu arcydzieła, którego jeszcze nie ma po polsku. Tytułu na razie nie zdradzę.