Baza tłumaczy

Jacek Żuławnik Członek zwyczajny     Pokaż dane kontaktowe

Języki źródłowe

angielski

Języki docelowe

polski

Specjalizacje

proza, esej, literatura faktu, dziennik, wspomnienia, humanistyka, literatura popularnonaukowa, publicystyka, komiks, literatura popularna, nauki społeczne, kulinaria, poradniki, literatura sportowa

Biogram

Kiedy nie tłumaczę, przekładam… książki i płyty z miejsca na miejsce.

Wybrane przekłady

Omar El Akkad Ameryka w ogniu W.A.B. 2018

 

Obóz Patience wyglądał jak podzielony na ćwiartki placek. Północno-zachodnią cząstkę zajmowało Missisipi, południowo-zachodnią – Georgia, północno-wschodnią – Alabama, zaś południowo-wschodnią – Karolina Południowa. Uchodźcom przydzielano namioty według klucza macierzystego stanu. Chestnutowie, intruzi, po przybyciu do ośrodka sześć lat wcześniej zamieszkali w  kwadrancie Missisipi. Długie rzędy namiotów układały się koncentrycznie i  zbiegały w  środkowej części obozu, jego centrum administracyjnym, na które składały się: biuro przyjęć, szkoła, kaplica, przychodnia i  stołówka.

Od zachodu obóz graniczył z  wypalonymi pozostałościami rezerwatu dzikich zwierząt hrabstwa Tishomingo. Na północy, za wysokim, zniechęcającym do prób opuszczenia obozu ogrodzeniem, leżało Tennessee. W  pogodny zimowy dzień mieszkańcy stojących najdalej na północ namiotów mogli dostrzec niewyraźne sylwetki zamaskowanych wieżyczek baz operacyjnych Niebieskich, a  nocą usłyszeć drwiny i  przekleństwa członków podległych Unii milicji, czających się w  zaroślach i  czyhających na każdego, kto usiłowałby przedrzeć się na Północ.

Rachel Cusk Kontury W.A.B. 2016

 

Na przykład dziś rano, idąc tutaj, przeciął tę część miasta, gdzie zeszłego lata – jak wszyscy pamiętają – miały miejsce manifestacje, w których z dumą wziął udział razem ze swoimi politycznymi przyjaciółmi. Pokonał dokładnie tę samą trasę co rok wcześniej, przemierzył nieodwiedzane od tamtej pory ulice i poczuł wywołany wspomnieniami przypływ emocji. W pewnej chwili znalazł się w alejce, wzdłuż której po obu stronach stały budynki przypominające wypalone skorupy. Przez pozbawione szyb okna mógł zajrzeć do pustych, zniszczonych wnętrz, okopconych i upiornych, i nadal ze śladami zniszczenia, nikt bowiem przez ten rok nie doprowadził ich do porządku. Nie potrafił sobie przypomnieć, w jakich okolicznościach budynki zostały podpalone, ale stało się to pod wieczór, a języki ognia było widać w całych Atenach. Serwisy informacyjne pokazywały unoszące się nad miastem kłęby dymu i obraz ten powędrował w świat. Był to, przyznał mężczyzna, element radosnego podniecenia tamtego wieczoru, a także – o czym był przekonany – pewny sposób na to, aby sygnał od demonstrantów został zauważony. Teraz jednak, oglądając wymarłe ruiny, czuł jedynie wstyd, tak głęboki, że wydawało mu się, iż słyszy głos matki, która pyta go, czy naprawdę właśnie on jest odpowiedzialny za cały ten bałagan, bo tak mówią ludzie i sama już nie wie, czy ma im wierzyć, więc niech jej powie, jak było.

John Banville Prawo do światła Świat Książki 2015

 

Poza ćwiczeniami uprawianymi w pojedynkę, których nie biorę pod uwagę, wszystkie te częściowo chybione trafienia błyskawicy boga miłości, wliczając w to odsłoniętą przez wiatr pupę rowerzystki pod kościołem – zapewne kolejne dzieło rozbrykanego bóstwa – stanowiły całość mojego ówczesnego doświadczenia w zakresie erotyki. Teraz, po pocałunku w aucie, przestałem żyć, a zacząłem trwać zawieszony w stanie rozedrganego rozpamiętywania możliwości, dniami poruszałem się po omacku, a nocami przewracałem się z boku na bok, leżąc na mokrym i cuchnącym od potu łóżku, zastanawiając się, czy ośmieliłbym się… i czy ona mogłaby…? Wymyślałem sposoby, żeby znów się z nią spotkać, znów zostać z nią sam na sam i przekonać się, czy naprawdę, gdybym zrobił kolejny ruch, to czy naprawdę chciałaby… chciałaby co? W tym miejscu wszystko się rozmywało. Częstokroć sam nie wiedziałem, czego pragnę bardziej: pozwolenia, by wniknąć w jej ciało – albowiem po pocałunku w aucie moje dotąd bierne intencje zamieniły się w czynne zamiary – czy też zrozumieć, z czym wiąże się owo wniknięcie i co takiego za sobą pociąga. Dezorientująca różnica pomiędzy czasownikami wiedzieć a znać. To znaczy, mniej więcej wiedziałem, co musiałbym robić i jak ona miałaby reagować na to, co bym robił, lecz przy całym swoim niedoświadczeniu byłem przekonany, że znajomość mechanizmu tej czynności to zdecydowanie nie wszystko.

John Banville Nieskończoności Świat Książki 2014

 

Spośród rzeczy, które stworzyliśmy dla ich dobrego samopoczucia, najlepiej sprawdza się świt. Gdy ciemność oddziela się od powietrza niczym drobna, miękka sadza, a od wschodu powoli rozlewa się jasność, wówczas odzyskują energię wszyscy poza najbardziej nieszczęsnymi przedstawicielami gatunku ludzkiego. Spektakl ów – to małe codzienne wskrzeszenie – nam, nieśmiertelnym, daje wiele radości, często gromadzimy się na szańcach chmur i spoglądamy na nich, naszych maluczkich, którzy przeciągają się, by powitać nowy dzień. Jaka cisza zapada wtedy w naszych szeregach, jakże smutne milczenie naszej zazdrości. Wielu z nich śpi dalej, to oczywiste, nie zważając na urocze poranne figle naszej kuzynki Aurory, ale zawsze znajdą się cierpiący na bezsenność, niespokojni chorzy i usychający z miłości, przewracający się samotnie na łóżku, albo po prostu ranne ptaszki, ruchliwe mrówki, lubiące przysiady, zimne prysznice i filiżaneczki z czarną ambrozją. Tak, wszyscy oglądający świt witają go z mniejszą lub większą radością – wszyscy z wyjątkiem skazanego na śmierć mężczyzny, dla którego pierwsze promienie słońca będą zarazem ostatnimi tutaj, na ziemi.

Melanie Benjamin Łabędzie z Piątej Alei W.A.B. 2017

 

Nikt nie widział jej bez makijażu. Nawet Bill w noc poślubną. Na samą myśl, że miałaby pokazać światu obnażone oblicze… Babe się wzdrygnęła i odwróciła od Billa, tak jakby mógł odczytać jej myśli i obudzić się, mimo że nadal równo i spokojnie chrapał. Między innymi dlatego nie przepadała za tym maleńkim mieszkankiem w St. Regis: musieli spać razem, ponieważ miało tylko trzy pokoje. W Kilunie, w letnim domku w New Hampshire i w Round Hill na Jamajce mieli przynajmniej oddzielne sypialnie. Nie istniało zatem ryzyko, że Bill obudzi się w środku nocy i zobaczy Babe nagą, odsłoniętą – niedoskonałą.

Czy kiedykolwiek kochała Billa na tyle, by ukazać mu prawdziwą siebie? Czy w ogóle kiedykolwiek kogoś kochała? A może był to kolejny z jej defektów, coś, co należało ukrywać przed światem pod najnowszym płaszczem od Chanel? Nie wiedziała, czy kocha męża, ale lubiła go, cieszyło ją jego towarzystwo, pragnęła, by dotykał jej i ją zauważał, chciała być kimś więcej niż tylko bardzo wytworną konsjerżką jego domu.

Bo była nią, powiedzmy sobie szczerze.

I tak, codziennie rano, w gotowym makijażu i nieskazitelnej fryzurze, w świeżym peniuarze i pięknej pikowanej podomce, siadała przy biurku i układała listę. Najpierw planowała posiłki na dany dzień, godząc się z myślą o wielogodzinnym buszowaniu po najbardziej obskurnych bazarkach w poszukiwaniu nowych warzyw bądź owoców, którymi mogłaby skusić męża. Bill uwielbiał jeść, miał nienasycony apetyt, pochłaniał kilka posiłków dziennie. Musiała dbać o to, aby każdy z nich, każdy z osobna, był wart zapamiętania. Siedziała przy stole, trzymała zrobiony na zamówienie notesik od Tiffany’ego i zapisywała uwagi Billa na temat jedzenia, rejestrowała, co mu smakuje, a co nie. Aby następnym razem nie popełnić tych samych błędów.

Hesh Kestin Kłamstwo PWN 2014

 

Przedmiotem społeczno-politycznego sporu stał się nie tylko ogólny projekt wzniesionego z betonu i kamienia budynku Knesetu – jego oryginalne zewnętrzne kolumny przemieniono w osobliwie ciosane, prostokątne wsporniki, by uniknąć skojarzeń z klasyczną architekturą, tak grecką, jak i rzymską, bo obie te kultury przyczyniły się do upadku narodu żydowskiego – ale nawet wygląd stołówki okazał się kością parlamentarnej niezgody. Ostatecznie bufet podzielono na dwa lokale: w jednym serwowano produkty mleczne, w drugim mięsne, ponieważ zgodnie z prawem żydowskim nie wolno ich używać w jednym daniu. Nadzór rabinacki jest niezwykle rygorystyczny. Kiedy przed kilkoma laty jeden z ortodoksyjnych członków parlamentu znalazł w swoim klopsie ugotowanego karalucha, na tydzień zamknięto całą stołówkę i starannie wyczyszczono jej część mięsną – garnki, patelnie, talerze, sztućce, wszystko, co miało lub mogło mieć jakikolwiek kontakt z jedzeniem. Problem nie dotyczył higieny, lecz zaleceń żywieniowych, żydowskie prawo dopuszcza bowiem spożywanie niektórych owadów, na przykład koników polnych, ale akurat karaluchy wrzuca do niekoszernego worka razem z wieprzowiną.

Catherine Steadman Pod wodą Burda 2018

 

Na pewno nieraz widziałeś taką scenę w filmach: bohater, któremu ktoś przystawia pistolet do głowy, poci się i stęka, wbija szpadel coraz głębiej w ziemię, kopie dla siebie grób. Albo dwóch nieszczęsnych oszustów w rozkosznie chaotycznym epizodzie kłóci się i przerzuca dowcipnymi uwagami, szuflując jak szaleni w kreskówkowym stylu i rozsypując ciemne grudy.

W rzeczywistości wcale tak to nie wygląda. Jest ciężko. Ziemia jest twarda, oporna i swoje waży. Jest w chuj ciężko.

I nudno. Ciągnie się jak flaki z olejem. Ale trzeba to zrobić.

Stres, adrenalina, rozpaczliwa zwierzęca konieczność  z r o b i e n i a   t e g o  napędza człowieka przez jakieś dwadzieścia minut. Potem przychodzi załamanie.

Mięśnie zaczynają odchodzić od kości. Po fali adrenaliny pojawia się ból serca, spada poziom cukru we krwi, docierasz do ściany. Walisz w nią całym ciałem. Mimo to wiesz, masz tę jasną jak słońce pewność, że ten dół po prostu trzeba wykopać – nieważne, że jesteś wykończony.

Andrew Mayne Naturalista W.A.B. 2018

 

Seaver zabiera mnie do innej części piwnicy. Zatrzymuje się przed wysokim regałem. Z jednej z półek zdejmuje zakurzone kartonowe pudło. Unosi wieko, odsłaniając płaską maczugę nabijaną w górnej części i po bokach białymi trójkątnymi zębami; wyglądają jak ostrza piły łańcuchowej.

– Na Hawajach nazywają to leiomano. Używają zębów żarłacza tygrysiego. Te pałki przypominają popularne ongiś w Mezoameryce macuahuitl wyposażone w obsydianowe ostrza. Ten egzemplarz znaleziono w Illinois. Zęby należały do żarłacza białego. Aby je zdobyć, budowniczowie kurhanów musieli, rzecz jasna, utrzymywać kontakty handlowe z odległymi kulturami.

Wręcza mi maczugę. Zęby wciąż są ostre. Nie chciałbym, żeby coś takiego wbiło się w moje ciało.

– Najzabawniejsze, że zdaniem niektórych antropologów taka pałka jest bardziej humanitarną bronią niż miecz. W ich mniemaniu dowodzi to, że tych, którzy się nią posługiwali, cechowała większa dobroć serca, niż zwykliśmy im przypisywać. Prawda natomiast jest taka, że tego rodzaju pałki wykonywano, kiedy nie dysponowano żelazem albo brązem. Człowiek trafiony leiomano umiera wskutek infekcji w setce niewielkich ran, które trudniej opatrzyć niż jedno duże rozcięcie.

Oddaję maczugę.

– Nie sądzę jednak, aby ktokolwiek zdołał pomylić człowieka zaatakowanego tą bronią z ofiarą napaści rekina.

Jake Adelstein Zemsta yakuzy. Mroczne kulisy japońskiej mafii PWN 2014

 

Takagi zaprowadził mnie do sypialni. Wyglądała jak typowy pokój typowego nastolatka: na ścianach plakaty z wizerunkami japońskich idoli z zepsutymi zębami, w kącie stosik mang, na podłodze opakowania z błyskawicznymi daniami z makaronem. Zobaczyłem nagie plecy młodego chłopaka leżącego na górnym poziomie piętrowego łóżka twarzą do ściany.

Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, ale nagle zapragnąłem klepnąć go w ramię. Zanim zdążyłem to zrobić, Takagi mnie powstrzymał.

– No co?

– Nie uważasz, Jake-san. O mało nie zginąłeś. Przecież potrafisz czytać po japońsku, tak? No to przeczytaj, głupku, co tam jest napisane.

Położył mi rękę na ramieniu i przysunął bliżej chłopaka. Dopiero kiedy się przyjrzałem, zauważyłem przyklejoną do jego pleców niewielką zapisaną drobnym drukiem kartkę. Wiadomość brzmiała: „Proszę mnie nie dotykać. Istnieje ryzyko porażenia prądem”. Wyciągnąłem szyję i zobaczyłem kabelki. Z jednej strony były przyklejone taśmą do sutków chłopaka, a z drugiej wetknięte do gniazdka elektrycznego.

Szczęka musiała mi opaść do samej podłogi, bo Takagi ryknął śmiechem.

– Lepiej uważaj, Jake-san.

– Co tu się stało?

– To się stało – powiedział Takagi, podnosząc książkę leżącą na biurku, które stało obok łóżka. Podręcznik doskonałego samobójstwa. – Przeczytał rozdział o śmiertelnym porażeniu i postąpił zgodnie z instrukcjami. Potrzymam, a ty sam zobacz. Tylko nie dotykaj.

Alastair Bonnett Poza mapą. Utracone przestrzenie, niewidzialne miasta, zapomniane wyspy, dzikie miejsca PWN 2015

 

Nad dachami świętego miasta islamu góruje potężna sylwetka hotelu Makkah Clock Tower, gigantycznego Big Bena o socrealistycznym sznycie, przy którym bledną zarówno świątynia Al-Kaba, jak i Al-Masdżid al-Haram, Święty Meczet. Informacja na stronie internetowej hotelu, zapewne niechcący, uwydatnia niewinną głupotę bluźnierczej wielkości budynku: „Hotel Makkah Clock Tower sieci Fairmont, którego wyjątkowy zegar widać z odległości siedemnastu kilometrów, skromnie i godnie wyróżnia się jako druga co do świetności budowla Makki”.

Siłą napędową mekkańskiego boomu budowlanego była potrzeba zapewnienia zakwaterowania ponad trzem milionom pielgrzymów, którzy każdego roku odwiedzają święte miasto – ale swoje dołożył również twardy saudyjski ikonoklazm. Islam od wieków zabraniał tworzenia wyobrażeń ludzi i zwierząt, ale saudyjscy purytanie zwarli szeregi z deweloperami i przeforsowali jeszcze surowszą doktrynę, która zakazem obejmuje również budynki i monumenty.

Niszczenie śladów przeszłości pozbawia świat czegoś więcej niż tylko rzadkich i pięknych krajobrazów, o czym przekonało się i nadal przekonuje wiele miast. Wyburzając stare obiekty, wymazujemy wspomnienia, opowieści i więzi – wszystko to, co zbliża do siebie członków społeczności i pozwala przetrwać jednostkom. Przeistaczanie złożonych, różnorodnych miejsc w proste i nijakie prowadzi do tworzenia osłabionej kulturowo populacji, niezakorzenionej ludzkiej masy, której jedynym spoiwem jest narzucana odgórnie ideologia.

Jo Marchant Lek. Nauka o wpływie umysłu na ciało Galaktyka 2016

 

W 1985 roku, kiedy Tracey rozpoczynał pracę nad sepsą i wstrząsem septycznym, lekarze uważali, że sprawcami tych dolegliwości są bakterie atakujące organizm. Często jednak nie udawało się wykryć patogenu. Nikomu nie przyszło wtedy do głowy, że za miażdżącymi objawami, takimi jak te u Janice, stoją nasze własne ciała.

Naukowcy zakładali, że źródłem wszelkiej szkody powstającej podczas zakażenia jest infekujący organizm. Powoli zrozumieli jednak, że wiele spośród symptomów, które odczuwamy, kiedy chorujemy – gorączkę, utratę masy ciała, uszkodzenie tkanki, a nawet zmęczenie i przygnębienie – wywołują nie patogeny, lecz nasz własny układ odpornościowy, oddziałujący za pośrednictwem białek informacyjnych zwany cytokinami.

Bywa, że objawy te są niezbędnymi efektami ubocznymi podejmowanych przez ciało prób zwalczenia infekcji. Podwyższona temperatura, którą notujemy w czasie gorączki, pomaga wybić najeźdźców. Zmęczenie i przygnębienie zmuszają do odpoczynku w chorobie oraz zniechęcają do kontaktów z innymi – abyśmy nie rozsiewali zakażenia. Zapalenie jest ważne w procesie pozbywania się bakterii i oczyszczania uszkodzonych komórek.

Zdarza się jednak, że równowaga zostaje zachwiana. Zwłaszcza dzieci są narażone na niebezpieczne ataki przy zbyt wysokiej gorączce. Czasem zmęczenie wywołane przez zakażenie nie mija. Tracey wykazał, że do wstrząsu septycznego o ostrym przebiegu, takiego, jakiego doznała Janice, dochodzi, kiedy organizm produkuje nadmierne ilości grupy cytokin o nazwie TNF (z ang. Tumor Necrosis Factor – czynnik martwicy nowotworu).

Christopher McDougall Urodzeni biegacze. Tajemnicze plemię Tarahumara, bieganie naturalne i wyścig, jakiego świat nie widział Galaktyka 2010

 

Wróciłem więc do punktu wyjścia. Jedyne, do czego doszedłem w ciągu tych kilku miesięcy łażenia do specjalistów i czytania w Internecie artykułów o fizjologii, to pułapka błędnego koła:

Dlaczego bolą mnie stopy?

Ponieważ bieganie ci szkodzi.

Dlaczego bieganie mi szkodzi?

Ponieważ przez nie bolą cię stopy.

Ale dlaczego? Przecież antylopy nie miewają bólu piszczeli, a wilki nie przykładają sobie lodu do kolan. Wątpię, by każdego roku osiemdziesiąt procent mustangów cierpiało z powodu urazów spowodowanych naciskiem nogi na podłoże. Przypomina mi się powiedzenie, którego autorstwo przypisuje się Rogerowi Bannisterowi – ów człowiek nie tylko studiował medycynę i jednocześnie prowadził badania kliniczne, wymyślał zwięzłe, zgrabne opowieści, lecz także został pierwszym człowiekiem, który pokonał granicę czterech minut w biegu na 1 milę (ok. 1,5 km). Otóż Bannister rzekł: „Każdego ranka gdzieś w Afryce budzi się gazela. Wie, że musi być szybsza od najszybszego lwa, bo w przeciwnym razie zginie. Każdego ranka gdzieś w Afryce budzi się lew. Wie, że musi być szybszy niż najszybsza gazela, bo w przeciwnym razie umrze z głodu. Nie ma znaczenia, czy jesteś lwem, czy gazelą – ważne, że gdy wstaje słońce, musisz być gotowy do biegu”.

Scott Jurek Północ. Jak odnalazłem siebie na Szlaku Appalachów Galaktyka 2018

 

Dramatyczny dzień zakończył się absurdalnym akcentem. Po południu ktoś zrobił zdjęcie Jurkerowi siedzącemu obok vana. Ma na sobie przemoczone ciuchy, które wiszą na nim jak na strachu na wróble, i wytrzeszczone oczy po bezsennej nocy. Autor fotografii zaaplikował filtr, który sprawił, że Jurker wyglądał na jeszcze bardziej wymizerowanego niż w rzeczywistości. Następnie poszła w ruch machina mediów społecznościowych i ktoś inny pożyczył sobie to zdjęcie, po czym zestawił je z wizerunkiem Scotta z trzeciego dnia wyprawy. Różnica była kolosalna. Trudno, żeby inaczej – przecież Scott od kilku tygodni dzień w dzień biegał po osiemdziesiąt kilometrów. Później jednak kolejna osoba, tym razem szanowana postać w środowisku biegowym, wykorzystała tę tanią sztuczkę na poparcie swojego twierdzenia, że Scott niknie w oczach z powodu swojej wegańskiej diety.

Niesamowite, jak wielu ludzi gotowych było służyć radą komuś, kogo nie znali, i kto robił coś, czego oni sami nigdy nie byliby w stanie dokonać. Trudno, machnęłam ręką, miałam ważniejsze rzeczy do załatwienia na Facebooku. Okazało się, że ktoś założył fikcyjne konto, wykorzystując zdjęcie profilowe Scotta, i wykorzystywał je do wyłudzania pieniędzy od niczego niepodejrzewających fanek Jurkera. Dostawałam mnóstwo wiadomości od nieznajomych osób, które obrażały się, kiedy nie odpowiadałam. Potem przypadkiem wylałam wodę na telefon i nie mogłam z niego korzystać aż do końca wyprawy. Upatruję w tym boską interwencję.

David Evanier Woody. Biografia Świat Książki 2016

 

Wyobraźmy sobie, że oglądamy Annie Hall po raz pierwszy. Jest 1977 rok. Widzieliśmy Woody’ego jako Virgila, Borisa i Fieldinga, postaci uwikłane w burzliwe, slapstickowe przygody. Widzieliśmy go w bardziej przyziemnym wcieleniu jako Allana Feliksa z Zagraj to jeszcze raz, Sam. W Annie Hall jego Alvy Singer stąpa jeszcze bardziej twardo po ziemi. Spogląda w kamerę. Nie gra muzyka, brak typowych dla Woody’ego dixielandowych motywów. Opowiada dwa dowcipy, po czym mówi, że kończy czterdzieści lat. Przyznaje, że obawia się, iż pewnego dnia przemieni się w śliniącego się staruszka z reklamówką, który chodzi o kawiarniach i wrzeszczy o socjalizmie. (W tym i w następnych filmach Woody zaserwuje nam wariacje na temat ten budzącej grozę wizji, na przykład w osobie faceta sprzedającego komiksy pod Bloomingdale’em w Annie Hall.) Potem przechodzi o sedna: „Rozstałem się z Annie”. Nie wie dlaczego.

Jane Hawking Podróż ku nieskończoności. Moje życie ze Stephenem Świat Książki 2013

 

Stephen, zadomowiony w nowym otoczeniu i pewny swojej pozycji na uczelni, zaczął zmieniać kierunek, jeśli chodzi o zainteresowanie fizyką; odwrócił się od makrokosmicznych praw ogólnej teorii względności i zagłębiał się coraz bardziej w mechanikę kwantową, prawa operujące na mikrokosmicznym poziomie cząstek elementarnych, fizykę kwantów, budulca materii. Zmiana, będąca rezultatem zarówno badań Stephena nad czarnymi dziurami, jak i jego kontaktów z kalifornijskimi fizykami cząstek elementarnych, skłaniała go do dalszych studiów, do wyprawy w poszukiwaniu teorii grawitacji kwantowej, w której, jak miał nadzieję, uda mu się pogodzić Einsteinowską ogólną teorię względności i fizykę kwantową. Einstein z nieufnością podchodził do praw mechaniki kwantowej, sformułowanych w latach dwudziestych przez Wernera Heisenberga i Nielsa Bohra. Nie dowierzał zawartym w tym naukowym przełomie elementom niepewności i czystego przypadku, ponieważ podważały jego wiarę w piękną, uporządkowaną naturę wszechświata. Dobitnie wyraził swoją niechęć w rozmowie z Nielsem Bohrem, mówiąc: „Bóg nie gra ze wszechświatem w kości”.