Aktualności

Wrześniową tłumaczką miesiąca została Ada Arendt (zobacz profil) Kulturoznawczyni, historyczka kultury, asystentka w Instytucie Kultury Polskiej UW. Tłumaczy z angielskiego i na angielski, głównie literaturę naukową i esej oraz publikacje i katalogi muzealne. Zajmuje się m.in. antropologią czasu i historią kultury muzycznej (zobacz pozostałe).

Na początek o początkach.

Zaczęło się przez przypadek – od książki fundamentalnej dla mojej pracy doktorskiej. Gdybym nie przyjęła zlecenia na przekład, pewnie odłożyłabym ją zniechęcona hermetycznym językiem. Praca nad tłumaczeniem wymusiła jednak wnikliwą lekturę, a przy okazji skutecznie mnie wciągnęła jako idealne zajęcie dla pilnej introwertyczki, jaką jestem.

Noc czy dzień? Jaki masz system pracy?

Kiedy mam ciekawy tekst do przetłumaczenia, chętnie wstaję wcześnie rano i od razu zabieram się do pracy.

Kanapa czy biurko? Gdzie tłumaczysz?

Tłumaczę przy starej desce kreślarskiej, którą dostałam od dziadka. Z kolei fotel, w którym pracuję, udało mi się niedawno zidentyfikować podczas wizyty na wystawie Przyszłość będzie inna – okazało się, że to projekt Barbary Brukalskiej.

Słownik elektroniczny czy papierowy?

Korzystam głównie z elektronicznych kolokatorów i słowników synonimów. Zaglądam do elektronicznego słownika Merriam-Webster, jestem też wierną abonentką newslettera Poradni Językowej PWN.

Wikipedia czy Narodowa? Skąd czerpiesz informacje?

Poza tłumaczeniem pracuję naukowo, a więc: Narodowa. Wiążę duże nadzieje z projektem modernizacji jej siedziby i zapowiadanym otwarciem na otaczające Pole Mokotowskie.

Kiedy się zablokujesz, to…?

Idę popływać.

Czytać książkę przed tłumaczeniem czy nie czytać?

Jeśli tłumaczę tekst naukowy, najpierw czytam całość i robię rzetelny research: zaglądam do innych tekstów autora, zwłaszcza jeśli były już tłumaczone na polski. Nie mam dużego doświadczenia w tłumaczeniu literatury pięknej, ale sądzę, że to znacznie bardziej delikatna materia, z którą należy postępować odwrotnie. Tu bardziej niż namysł liczy się praca wyobraźni i spontaniczne rozumienie.

Najprzyjemniejszy moment w tłumaczeniu?

Kiedy rano otwieram edytor tekstu.

A najmniej fajny?

Gdy natrafiam na skomplikowane zdanie, które muszę rozłożyć na czynniki pierwsze. Przypominam sobie wtedy znienawidzone szkolne ćwiczenia gramatyczne.

Redaktor to…?

Wspólnik.

Od kogo uczysz się przekładu?

Uczę się na własnych błędach dzięki redaktorkom i redaktorom.

Co powiedziałabyś młodszym tłumaczom? A starszym?

Spotkajmy się, czytajmy się 🙂

A co powiedziałabyś ministrowi kultury?

Brzydką pogodę mamy ostatnio.

Yerba mate czy spirytus? Co daje Ci energię do pracy?

Czarna kawa bez cukru.

Kot czy gekon? Jakie istoty cię w niej wspierają?

Myślę o przygarnięciu psa.

Co robisz z egzemplarzami autorskimi?

Nie zawsze je dostaję. Bywało, że zaginęły na poczcie.

Co robisz dla relaksu, czyli Twoje zasady tłumackiego BHP?

Lubię stary plakat BHP autorstwa Wiktora Górki wydany przez Wydawnictwo Związkowe CRZZ, z hasłem: „złe narzędzie, zła praca”. Przypomina mi, że w tym zawodzie należy dbać o siebie. Moją podstawową techniką troski o siebie jest pływanie.

Twoja najciekawsza tłumaczeniowa anegdota?

Nie mam daru opowiadania anegdot.

Ważne dla ciebie książki?

Wszystko Thomasa Bernharda. Ogromnie podziwiam jego tłumaczy, zwłaszcza Marka Kędzierskiego.

Gdyby wszyscy mieli przeczytać Twój jeden przekład – to który?

„Esej o czasie” Norberta Eliasa, z którego można się dowiedzieć, że czas wcale nie płynie.

Co teraz tłumaczysz, przetłumaczyłaś albo właśnie ukazało się w Twoim przekładzie?

Zagięłam parol na „Społeczeństwo dworskie” tego samego autora. To dziwne, że ta klasyczna praca nie została do tej pory przełożona na polski.