Aktualności

W październiku o swoich doświadczeniach z literaturą popularną oraz o tym, jak tytuł przełożonego dzieła może wpłynąć na życie tłumaczki, opowie Hanna de Broekere, który tłumaczy z języka angielskiego (zobacz profil).

Na początek o początkach.

Moje początki mogłyby stanowić ilustrację powiedzenia, że co komu pisane, to go nie minie. Przez lata tłumaczyłam teksty użytkowe (instrukcje obsługi, ulotki leków itp.), ale znajomi namawiali mnie, abym spróbowała tłumaczyć powieści. Stanowczo odpowiadałam, że to zbyt duża odpowiedzialność i że nie umiałabym tego robić. Aż jedna z koleżanek pożyczyła mi Just Friends Robyn Sisman. Przeczytałam i wpadłam w zachwyt. I pomyślałam: „Ta powieść powinna ukazać się po polsku!” Oraz: „Wiedziałabym, jak ją przełożyć!” Zaczęło się więc od zachwytu, który był tak wielki, że przetłumaczyłam część powieści i odważyłam się zanieść próbkę do jednego z poznańskich wydawnictw. Okazało się, że książka została wydana już w Prószyński i S-ka, ale zaproponowano mi inną, Suddenly Single Sheili O’Flanagan. Mój debiutancki przekład pod tytułem Nagle Sama ukazał się w 2003 roku.

Noc czy dzień? Jaki masz system pracy?

Zdecydowanie dzień. Narzucam sobie plan pracy i staram się zrobić jak najwięcej przed południem. Potem kilkugodzinna przerwa i znowu praca, ale nie dłużej niż do 18.00. Chcę tłumaczyć do końca życia, dlatego szanuję swój organizm.

Kanapa czy biurko? Gdzie tłumaczysz?

Zawsze biurko.

Słownik elektroniczny czy papierowy?

Oba rodzaje, choć wolę słowniki online, bo są częściej aktualizowane.

Wikipedia czy Narodowa? Skąd czerpiesz informacje?

Z obu wymienionych źródeł oraz od specjalistów w danych dziedzinach (znajomi, znajomi znajomych oraz obcy ludzie, do których dzwonię i mówię: „Dzień dobry, jestem tłumaczką i chciałabym zapytać…”).

Kiedy się zablokujesz, to…?

Wstaję od biurka, robię kilka głębokich oddechów. Jeśli to nie pomoże i mogę sobie na to pozwolić, robię dłuższą przerwę i zajmuję się czymś zupełnie innym. Jeśli goni mnie czas, zaznaczam trudne miejsce w tekście i pracuję dalej. Przy ponownym podejściu problem zwykle się rozwiązuje.

Czytać książkę przed tłumaczeniem czy nie czytać?

Stosowałam oba podejścia. Wszystko zależy od tego, z jakim tekstem mam się zmierzyć. Jeśli to autor, którego znam bardzo dobrze, bo przełożyłam już ponad dwadzieścia jego książek, to czytam tylko tyle, ile chcę przełożyć w danym dniu. Jeśli tekst jest dla mnie nowy, a autor nieznany, czytam całość.

Najprzyjemniejszy moment w tłumaczeniu?

Kiedy uda mi się zgrabnie przełożyć trudną grę słów.

A najmniej fajny?

Kiedy przekładam nudny i rozwlekły opis.

Redaktor to…?

Kontroler i sojusznik w jednym.

Od kogo uczysz się przekładu?

Od koleżanek i kolegów tłumaczy oraz od klasyków (Boy-Żeleński, Barańczak, Słomczyński).

Co powiedziałabyś młodszym tłumaczom? A starszym?

Młodszym: Dużo czytajcie, porównujcie przekłady z oryginałami, stowarzyszajcie się, bo w grupie zawsze można nauczyć się czegoś nowego. Starszym: Dbajcie o siebie i w miarę możliwości pomagajcie młodszym.

A co powiedziałabyś ministrowi kultury?

Panie Ministrze, my tłumacze jesteśmy krzewicielami kultury. Proszę stworzyć nam korzystne warunki finansowe.

Yerba mate czy spirytus? Co daje Ci energię do pracy?

Największą energię daje mi myśl, że robię coś ważnego, coś, co może wzbogacić polską kulturę albo po prostu dać radość czytelnikom. Bywa jednak też, że napędem jest dedlajn.

Kot czy gekon? Jakie istoty cię w niej wspierają?

Dwa koty. Na słowa otuchy mogę też liczyć ze strony mojej koleżanki tłumaczki Ani Sawickiej-Chrapkowicz.

Co robisz z egzemplarzami autorskimi?

Daję rodzinie i znajomym oraz miejscowej bibliotece.

Co robisz dla relaksu, czyli Twoje zasady tłumackiego BHP?

Wychodzę na spacer albo ćwiczę jogę. Słucham muzyki klasycznej, odbarczając kręgosłup. Tańczę. Dzwonię do kogoś, kto mnie natchnie pozytywnie.

Twoja najciekawsza tłumaczeniowa anegdota?

Jak wspominałam wyżej, mój pierwszy przekład ukazał się pod tytułem Nagle sama i przez kilka następnych lat, kiedy w Google ktoś wpisał moje nazwisko, wyświetlał się nagłówek „Nagle sama, Hanna de Broekere… więcej”. Pod tym „więcej” były oczywiście informacje o książce, ale osoby mało zorientowane w internetowych zapisach nie drążyły dalej. I tak pewnego dnia sąsiad, starszy już pan, zagadnął moją mamę słowami: „To zięć odszedł i Hanka jest sama?”. Mama zbladła i w pierwszej chwili pomyślała, że coś się stało bez jej wiedzy. Zapytała: „Skąd pan to wie?”. Na co sąsiad: „Moje dzieciaki przeczytały w komputerze”.

Musiałam się potem przed mamą nieźle tłumaczyć! J

Ważne dla ciebie książki?

Jest ich dużo, ale na pierwszym miejscu postawiłabym Alchemię słowa J. Parandowskiego (na całe życie zapamiętałam naukę, że jeśli piszący nie wykona mozolnej pracy nad jasnością i składnością wypowiedzi, to tę pracę będzie musiał wykonać czytelnik).

Gdyby wszyscy mieli przeczytać Twój jeden przekład – to który?

Spadkobiercy Kaui Hart Hemmings. Powieść stawia pytanie o prawo do decydowania o czyimś życiu i śmierci. A od tłumackiej strony mogę zapewnić, że wspięłam się na szczyty swoich literackich umiejętności i ukończywszy przekład, czułam prawdziwą satysfakcję.

Co teraz tłumaczysz, przetłumaczyłaś albo właśnie ukazało się w Twoim przekładzie?

Tej wiosny ukazała się w moim tłumaczeniu książka kucharska Małe kobietki gotują Wini Moranville. Tekst jest naszpikowany fragmentami z Małych kobietek oraz Dobrych żon niczym dobry keks bakaliami i sporo się napracowałam, aby zlokalizować cytaty i wybrać najstosowniejsze spośród trzech przekładów tych powieści.