Baza tłumaczy

Daniel Wyszogrodzki Członek zwyczajny     Pokaż dane kontaktowe

Języki źródłowe

angielski,

Języki docelowe

polski

Specjalizacje

dramat, piosenka, poezja, scenariusz: scenariusz

Biogram

Przekłady książkowe: Leonard Cohen, Księga tęsknoty, Rebis, 2006; Leonard Cohen, Księga miłosierdzia, Rebis, 2017; Leonard Cohen, Płomień, Rebis, 2018. Przekłady musicali: Koty (wiersze T.S. Eliota – TM Roma, 2004); Les Misérables (według Wiktora Hugo – TM Roma, 2010); Oliver! (według Charlesa Dickensa – Teatr Rozrywki w Chorzowie, 2009); Doktor Żywago (według Borisa Pasternaka – Opera Podlaska, 2017); Something Rotten (parodia Szekspira – Teatr Muzyczny w Gdyni, 2022), ostatnio Złap mnie jeśli potrafisz (według biografii Franka Abagnale’a – Teatr Muzyczny w Łodzi, 2023). Plus wiele innych musicali w różnych teatrach, a także liczne przekłady audiowizualne – tłumaczyłem filmy w latach 1995-2000. Na przestrzeni dwóch dekad ukazało się kilkanaście płyt z moimi tłumaczeniami piosenek, głównie musicalowych, ale także Boba Dylana i Leonarda Cohena.

Moja domena translatorska to musical (w profilu nie ma takiej opcji).

Teatr Muzyczny Roma w Warszawie

Koty (Cats, 2004)
Taniec wampirów (Dance of the Vampires, 2005)
Upiór w operze (The Phantom of the Opera, 2008)
Les Misérables (2010)
Aladyn Jr (2011)
Deszczowa piosenka (Singin’ in the Rain, 2012)
Mamma Mia! (2015)

Teatr Rozrywki w Chorzowie

Oliver! (2009)
Producenci (The Producers, 2009)
Sweeney Todd (2012)
Niedziela w parku z Georgem (Sunday in the Park with George, 2014)
Tootsie (2023)

Teatr Wielki w Poznaniu

Brundibar (2009)

Opera i Filharmonia Podlaska

Doktor Żywago (Doctor Zhivago, 2017)
West Side Story (2022)

Teatr Muzyczny w Gdyni

Gorączka sobotniej nocy (Saturday Night Fever, 2018)
Something Rotten (2022)

Teatr Muzyczny w Łodzi

Pretty Woman (2022)
Złap mnie jeśli potrafisz (Catch Me If You Can, 2023)

Katowice Miasto Ogrodów

Pilot i Mały Książę (The Pilot and the Little Prince, 2024)

 

Wybrane przekłady

KSIĘGA TĘSKNOTY (Book of Longing) – DW Rebis, 2006

Nawet w niecodziennym dorobku śpiewającego poety jest to pozycja wyjątkowa. Zawiera premierowy materiał tworzony od czasu poprzedniej publikacji (Stranger Music, 1993), nie oznacza jednak, że znajdziemy tu tylko wiersze najnowsze. Przeciwnie, artysta wraca do wielu nieznanych dotąd tekstów z lat wcześniejszych i oddaje je czytelnikom po raz pierwszy. Poza tym książka nie składa się z samych wierszy. Nie dziwi umieszczenie wybranych tekstów piosenek z ostatniego okresu  (z popularnej płyty Ten New Songs i najnowszego albumu, Dear Heather), osobne miejsce zajmują jednak frapujące fragmenty prozy poetyckiej, zupełną niespodzianką są zaś rysunki autora – głównie karykaturalne autoportrety zaopatrzone w zabawne komentarze. Przewrotny humor i autoironia poety lśnią nieprzerwanie na tych barwnych stronach, a jego główny znak rozpoznawczy – odważna i bardzo oryginalna mieszanka religii i seksu – to poezja jednocześnie tak bardzo perwersyjna i tak mało… bluźniercza. Nowy tom Cohena zaskakuje nie tylko różnorodnością form (imponujące wrażenie robią liczne epigramaty), ale równie szerokim i barwnym spektrum tematycznym. Czy jest to podsumowanie życia artysty? Za wcześnie orzekać. Niewątpliwie jednak mamy tu rekapitulację głównych wątków jego twórczości, a relacje pomiędzy dojrzałym mężczyzną i młodymi kobietami (licznymi) stają się ich wspólnym mianownikiem. Cohen pisze o niemożności zbliżenia (Ciało pełne samotności). Pisze o depresji (Cel). Pisze o swoim wieloletnim nauczycielu, Roshi, i o latach spędzonych w klasztorze zen na górze Baldy. Pisze o przyjaciółkach i o matce. Pisze o Montrealu, Nowym Jorku, Grecji i o Indiach – każde miejsce, w którym mieszkał, ożywa w jego wierszach. Pisze o tym, co dla niego znaczy bycie Żydem (Nie jestem Żydem), pisze śmiało o Żydach i o Niemcach (Kukiełki). Żartobliwie, chociaż nie bez złośliwości, wyjaśnia Dlaczego kocha Francję. Ironicznie podsumowuje rewolucyjne przemiany naszych czasów (Już wtedy było po imprezie). Wraca do odwiecznych fascynacji (Lorca żyje) i uzależnień (Trzeba mi prochów). W zaskakującej paraboli Inni autorzy przekonuje skutecznie do „swojej tematyki”. Uważnego czytelnika czeka na tych stronach niejeden lekki szok! „Moim Odkupicielem jest kobieta” wyznaje (Mój odkupiciel) i jest to chyba wyznanie najważniejsze. KSIĘGA TĘSKNOTY składa się bowiem nie tylko na niezwykle intymny, osobisty autoportret człowieka, który pozostaje – wbrew sobie – ikoną naszej epoki, jest także hymnem do kobiety i hołdem wobec kobiety. Niezmiennie niepowtarzalnej. Bazą dla tych rozważań jest prywatna relacja poety z Bogiem, ale także filozofia zen i – nieprzemijająca w jego twórczości – fascynacja postacią Jezusa (Myślałem, że ma rację). Ale kiedy autor, chociaż zapytuje przewrotnie „dlaczego miałbym dygotać na ołtarzu oświecenia” (Upadek zen), podpowiada, jaki trop prowadzi do należytego zrozumienia jego wierszy, sięga po wskazówkę wywodzącą się wprost z filozofii zen: „Nie próbuj słów tych dekodować, to nie drogowskaz tylko droga” (Ja tylko tyle).

KSIĘGA TĘSKNOTY to wyjątkowa szansa, by poznać Leonarda Cohena tak blisko, jak nigdy dotąd. Bliżej niż na płycie. Bliżej nawet niż na koncercie. Bliżej niż w każdej z jego poprzednich książek. KSIĘGA TĘSKNOTY to poeta nagi. Ale uśmiechnięty.

Księga tęsknoty

Nie wejdę pod górę
System się zawiesił
Ciągnę na pigułkach
B-gu za nie dzięki

Z chaosu wychodzę
I zmierzam ku sztuce
Depresja mym wozem
Pożądanie kucem

Jak łabędź frunąłem
Spadałem kamieniem
Czas płynie z mozołem
Już nikt się nie śmieje

Stronice zbyt białe
A pióro zbyt wiotkie
By ranki spisały
Co noce przyniosły

Mój anioł się martwi
Bestia we mnie krzyczy
Nie wolno ujawnić
Ni śladu goryczy

Kobiecie wystarczy
Ten ktoś kim być mogłem
Me serce przywłaszczy
Zupełnie na chłodno

I wejdzie na ścieżkę
Czytając w mych myślach
Gdzie wolę mą przetnie
Tam wolność rozbłyśnie

Na krócej niż mgnienie
Istnienia się zderzą
Zatrzyma się wieczność
I drzwi się otworzą

Objawi się nagle
Takiemu jak tobie
By z niewykonalnym
Od nowa wojować

Już jest nieopodal
Już wzrokiem tu sięga
To moja tęsknota
A to moja księga

tekst i przekład: dw

KSIĘGA MIŁOSIERDZIA (Book of Mercy) – DW Rebis, 2017

KSIĘGA MIŁOSIERDZIA, tom współczesnych psalmów, wydany oryginalnie w 1984 roku, ukazuje się w Polsce w rok po śmierci Leonarda Cohena i dokładnie w pół wieku od rozpoczęcia przez poetę kariery muzycznej. Książka dokumentuje ważny dla artysty okres „przejściowy” i to w wielu aspektach. Cohen kończył pięćdziesiąt lat, a wiek to u mężczyzny niełatwy, często rozrachunkowy. Zwłaszcza u mężczyzny świadomego upływu czasu, oddającego się autorefleksji. Matka jego dzieci, syna Adama i córki Lorki, mieszkała wtedy w południowej Francji i artysta często odwiedzał Europę.

Ukazaniu się KSIĘGI MIŁOSIERDZIA towarzyszyła premiera płytowa. Był to album „Various Positions”, zaliczany obecnie do Cohenowskiej klasyki, jednak przez zarząd wytwórni płytowej Columbia przyjęty tak chłodno, że nie wszedł nawet do dystrybucji na rynku amerykańskim. To właśnie na tej płycie znalazły się utwory „Hallelujah” i „If It Be Your Will” – ta pierwsza to najbardziej „biblijna” z piosenek barda, ta druga to już bezpośrednia modlitwa (do tej pory „Hallelujah” doczekała się ponad trzystu wykonań w kilkunastu językach). Wtedy także poeta zaprezentował, kluczowy dla swojej symboliki, rysunek „zjednoczonego serca”, który znalazł się na okładkach książki i płyty. Łączy on diagram gwiazdy dawidowej z elementami sił yin i yang, pierwotnych i przeciwnych, lecz uzupełniających się. KSIĘGA MIŁOSIERDZIA to, w najszerszym aspekcie, duchowa droga poety do połączenia przeciwieństw życia codziennego i duchowego, co ewoluuje na kolejnych stronach w poszukiwanie sensu istnienia.

Leonard Cohen stoi tu na granicy dwóch światów, bytu materialnego i metafizycznego. Znajduje się również, o czym wtedy nie mógł jeszcze wiedzieć, w punkcie zwrotnym kariery muzycznej. W jego dorobku płytowym zamykał się bezpowrotnie rozdział akustyczny, a ciepłe, gitarowe brzmienia, do których przyzwyczaił słuchaczy na całym świecie, przechodziły do historii. Artysta miał się odrodzić w syntezatorowej krainie muzyki techno-pop, tryumfalnie powracając albumem „I’m Your Man” w 1988 roku.

Wcześniej, bo w roku 1985, właśnie promując płytę „Various Positions”, Cohen wystąpił po raz pierwszy w kilku polskich miastach, a jego koncertom towarzyszyła atmosfera politycznej sensacji. Artysta śpiewał na żywo „Hallelujah” i „If It Be Your Will”, a pochodząca z tej samej płyty liryczna ballada „Dance Me to the End of Love” biła rekordy popularności. Musiało minąć ponad trzydzieści lat, aby do rąk polskich czytelników trafiła książka, stanowiąca rozszerzenie i dopełnienie tych pieśni.

Półwiecze artysty zdecydowało o podziale książki, na którą składa się tyleż tekstów, co lat, a inspirowane są w tym samym stopniu Starym Testamentem, co praktyką zen. Autor nazywał je „modlitwami”, lecz bliższe wydaje się porównanie do psalmów – ich bezpośrednim adresatem jest Stwórca, którego Imienia poszukuje Cohen w niemal kabalistycznym sensie. KSIĘGA MIŁOSIERDZIA to wyjątkowo osobista i wyjątkowo religijna wypowiedź kanadyjskiego poety. Próba nawiązania kontaktu z absolutem, poparta niezachwianą, choć uniwersalną wiarą i szczerym poszukiwaniem łaski. Jest tu nawet kontestacją własnej męskości – wszak miłosierdzie to w kabale prawa, żeńska kolumna Drzewa Życia. Dla poety jest ono zarówno drogą, jak i darem.

KSIĘGA MIŁOSIERDZIA ukazuje artystę na rozdrożu. Oto Leonard Cohen zanim stał się w pełni mistykiem, do czego doszło w drugiej połowie lat 90. Skutecznie połączył wtedy judaizm z praktyką zen, stając się na kilka lat buddyjskim mnichem o imieniu Jikan, co znaczy „Cichy”. Ale tu, na stronicach książki, autor przechodzi od szeptu do krzyku. Jest artystą zdesperowanym, gotowym szukać sensu swojego istnienia za każdą cenę, rozglądając się na wszystkie strony. KSIĘGA MIŁOSIERDZIA to fuzja inspiracji – antyczną „muzyką sfer”, Biblią i Torą, Kabałą oraz chrześcijaństwem i buddyzmem. Każda z tych inspiracji jest ważna, żadna nie jest wystarczająca.

Po wydaniu KSIĘGI MIŁOSIERDZIA Leonard Cohen odbył długą drogę. Napisał wiele piosenek i wiele wierszy. Część z nich zaprezentował w KSIĘDZE TĘSKNOTY w 2006 roku (polskie wydanie DW Rebis). Można powiedzieć, że dziś znamy go lepiej, niż on sam znał siebie pisząc swoje natchnione psalmy. W takim samym stopniu religijne, co świeckie, raz czołobitne, raz bluźniercze. Jedno się z pewnością nie zmieniło – głębokie oddziaływanie tych wierszy, ich podskórny przekaz. Bo jest to zapis pięćdziesięciu medytacji, mrocznych objawień człowieka poszukującego duchowości w świecie i w czasie niemal duchowości wyzbytym. Leonard Cohen zaprasza do swojego labiryntu każdego współczesnego czytelnika, który – w Beckettowskiej pustce świata wyczerpanego – odważy się powiedzieć: „Błogosławiony bądź, który tworzysz i niszczysz, który sądzisz niezliczone światy, który osądzasz miłosiernie obecne czasy”.

Psalm 25

Mój syn i ja żyliśmy przez wiele lat w jaskini, ukrywając się przed Rzymianami, chrześcijanami i żydowskimi odstępcami. Dzień i noc studiowaliśmy litery jednego słowa. Kiedy jeden z nas popadał w znużenie, ponaglał go drugi. Ale pewnego ranka mój syn powiedział: „Mam już dość”, a ja odparłem: „Zgadzam się”. Poślubił piękną córkę jednego z naszych dobroczyńców, co to z dziewczyny, która przynosiła nam wieczorem jedzenie, wyrosła na dziewczynę, na którą czekaliśmy przez cały dzień. Pobłogosławiono ich potomstwem. Moja żona powróciła do mnie pewnego dziwnego popołudnia, cała zmieniona, cała jaśniejąca, i otworzyliśmy w Jerozolimie stragan z książkami, na którym sprzedawaliśmy małe dwujęzyczne wydania „Księgi psalmów”. Innego dnia pojawiła się moja córka i powiedziała: „Czuję, że mnie zaniedbałeś”. „Wybacz mi”, odparłem, a jej twarz rozbłysła przebaczeniem. Wyszła za złotnika, wytwórcę dewocjonaliów, urodziła dzieci i pogłębiła radość rodziców. Co pewien czas spotykamy się o północy przed Ścianą Płaczu, nasza rodzina małych rodzin. „Pomimo wszystko – mówimy – Rzymianie nie jedzą mięsa pochodzącego od nieuśmierconych zwierząt, chrześcijanie to gałąź tego samego drzewa, a żydowskich odstępców nadal obejmuje Słowo”. Rozmawiamy w ten sposób, śpiewamy uświęcone czasem pieśni i tworzymy nowe, tak jak nam kazano:

Jerozolima krwi
Jerozolima niepamięci
Jerozolima bałwochwalstwa
Jerozolima Waszyngtonu
Jerozolima Moskwy
Radujcie się narody
Jerozolima została zniszczona

tekst i przekład: dw

PŁOMIEŃ (The Flame) – DW Rebis, 2018

Ta książka dokumentuje ostatni zryw mojego ojca jako poety. Żałuję, że nie zobaczył gotowej wersji. Nie dlatego, że w jego rękach powstałaby z pewnością lepsza książka, jeszcze bardziej szczera i dopracowana, ani też dlatego, że byłaby bliższa jego własnej wizji, ale dlatego, że trzymała go przy życiu, to dla niej brał każdy następny oddech. W trudnym okresie, kiedy nad nią pracował, wysyłał do kilku osób, które go regularnie odwiedzały, maile z prośbą „nie przeszkadzać”. Ponownie oddał się głębokiej medytacji, aby móc się skoncentrować pomimo ostrego bólu spowodowanego wielopoziomowym kompresyjnym złamaniem kręgów i silnego osłabienia organizmu. W naszych ostatnich rozmowach wyrażał żal, że w całym swoim bogatym i złożonym życiu, wypełnionym sztuką i różnymi strategiami przetrwania, nie pozostał wystarczająco wierny pisaniu, które stanowiło jego jedyne pocieszenie, jego główny cel.

Mój ojciec, poza wszystkim innym, był poetą. Uznawał to zajęcie, co zresztą zapisał w swoich notatkach, za rodzaj „misji od B-ga” (Łącznik, wskazujący na jego szacunek wobec osoby boskiej i odmowę napisania boskiego imienia nawet po angielsku, jest nawiązaniem do odwiecznej żydowskiej tradycji i stanowi kolejny dowód, w jakim stopniu poczucie wolności współwystępowało w jego życiu obok spraw wiary). „Religia, nauczyciele, kobiety, narkotyki, życie w drodze, sława, pieniądze… nic z tego nie daje mi takiej radości, jak pokrywanie stron słowami, jak pisanie”. Ta deklaracja była jednocześnie wyrazem żalu; oddaniem się literaturze tłumaczył (to, co uważał za) życiowe niepowodzenia: ojcostwo, nieudane związki, lekceważenie finansów i zdrowia. Przypomina mi się jedna z jego mniej znanych piosenek (a jedna z moich ulubionych): „Zaszedłem tak daleko za pięknem, tak wiele zostawiłem”. Ale widocznie zaszedł nie dość daleko, w jego opinii nie pozostawił po sobie zbyt wiele. A miał pełną świadomość, że ta książka jest jego ostatnim dziełem.

Kiedy jako dziecko prosiłem tatę o pieniądze, żeby kupić sobie na rogu na słodycze, mówił, żebym poszukał sobie drobnych w kieszeniach jego marynarki. Niezmiennie znajdowałem w nich notatki. W późniejszym życiu, kiedy pytałem o zapalniczkę lub zapałki, otwierałem szuflady i trafiałem na bloczki papieru i notatniki. Pewnego razu, kiedy spytałem czy ma tequilę, odesłał mnie do zamrażalnika, gdzie znalazłem pokryty szronem, upchnięty niechcący notatnik. Mój ojciec, poza innymi cudownymi cechami, był człowiekiem otoczonym karteluszkami, notatkami, serwetkami zapisanymi tym jego charakterystycznym pismem, obecnymi dosłownie wszędzie, ale jednak w pewnym porządku. Używał małych bloczków z hoteli po spędzonych tam nocach, albo notatników za 99 centów; notatników ozdobnych, oprawionych w skórę, eleganckich czy tylko wyglądających na takowe, nigdy nie używał. Mój ojciec wolał skromne środki. Na początku lat 90. zaczął wypełniać kartony pudełkami notatników, zawierających zapis życia w całości poświęconego twórczości. Pisanie go definiowało, było jego celem. Było ogniskiem, które podtrzymywał – życiodajnym płomieniem. Ten płomień nigdy nie wygasł.

Jest wiele tematów, a także samych słów, które powtarzają się w dziełach mojego ojca, takich jak zamarznięty, złamany, nagi, ogień czy właśnie płomień. Na rewersie okładki jego pierwszego albumu widzimy (jak to później ujął w piosence), „płomienie, które podążały za Joanną d’Arc”. W innej piosence, w której użył przewrotnie słów żydowskiej modlitwy pisząc o człowieczym losie, pytał: „Kto od ognia?”. Pisał „Zapaliłem zieloną świeczkę, żebyś stała się o mnie zazdrosna”. A była to tylko pierwsza z wielu świec, którą miał jeszcze zapalić. Ogień i płomienie, w akcie stworzenia i w akcie niszczenia, dające ciepło i światło, ogień pożądania i ogień spełnienia znajdziemy w całej jego twórczości. Rozpalał płomienie i starannie je pielęgnował. Obserwował i odnotowywał ich działanie. Pociągało go czające się w płomieniach niebezpieczeństwo – bywało, że wypowiadał się o dziełach innych artystów jako zbyt „bezpiecznych”, wychwalał za to „ekscytację myśli, którą ogarniają płomienie”.

Jego „płomienne” fascynacje przetrwały do samego końca. „Chcesz więcej mroku, to płomień zgaś” śpiewał na swoim ostatnim, pożegnalnym albumie. Zmarł 7 listopada 2016 roku. Zrobiło się bardziej mrocznie, a jednak płomień nie wygasł. A każda strona, jaką pokrył tekstem, to niezatarty znak płomiennej duszy.

Adam Cohen, luty 2018

Nie zważając na poważne ograniczenia zdrowotne Leonard Cohen dokonał w ostatnich miesiącach życia wyboru tekstów do pożegnalnego tomu wierszy. Książka Płomień prezentuje jego utwory w postaci, która – w ocenie profesorów Roberta Faggena i Alexandry Pleshoyano, a także wieloletniego kanadyjskiego wydawcy – trafnie oddaje intencje Leonarda bazując na rękopisach, które zebrał. Odwzorowuje też stylistyczne wybory, których dokonał w poprzednich książkach. Robert Faggen rozpoczął pracę nad tym projektem w ścisłej kooperacji z Leonardem, natomiast Alexandra Pleshoyano dołączyła w kwietniu 2017 roku. Adam Cohen, syn Leonarda, zaproponował tytuł.

Leonard udzielił precyzyjnych wskazówek co do kształtu książki, tak aby zawierała teksty pisane, jak również bogaty wybór jego rysunków i autoportretów. Podzielił książkę na trzy części. Na pierwszą z nich składają się sześćdziesiąt trzy wiersze, które starannie wybrał ze skarbnicy nieopublikowanych tekstów z kilku dekad. Poeta znany był z tego, że pracował nad swoimi wierszami przez wiele lat – czasami nawet dziesięcioleci – zanim doczekały się publikacji. Te sześćdziesiąt trzy wiersze uznał za ukończone.

Druga część książki zawiera wiersze, które posłużyły jako teksty piosenek na jego cztery ostatnie albumy. Wszystkie narodziły się jako wiersze, można je więc czytać niezależnie od oprawy muzycznej, co jest rzadkością wśród twórców piosenek. Warto zwrócić uwagę, że Leonard opublikował część z nich w magazynie New Yorker, zanim przerodziły się w piosenki na kolejnych płytach. Ostatnio był to tekst „Steruj sam”, a wcześniej „Ulica”, „Prawie tak jak blues” i „Kurs na dom”. Prezentując tutaj słowa piosenek z albumu Anjani Thomas Blue Alert (2006), wyprodukowanego przez Leonarda oraz z jego własnych płyt Old Ideas (2012), Popular Problems (2014) i You Want It Darker (2016), wzorowaliśmy się na układzie zaproponowanym przez poetę w książkowym wyborze wierszy i piosenek, Stranger Music (1993), w którym także znalazło się wiele tekstów śpiewanych. Uważni czytelnicy dostrzegą różnice pomiędzy niektórymi utworami z książki Płomień, a ich odpowiednikami wydrukowanymi na albumach.

W trzeciej części książki przedstawiamy fragmenty z notatników Leonarda, a prowadził je regularnie od kiedy był nastolatkiem, aż po ostatnie dni życia. Robert Faggen doglądał transkrypcji ponad trzech tysięcy stron notatek z sześciu dekad. A chociaż Leonard brał udział w wyborze fragmentów do książki Płomień, to jednak nie ustalił ostatecznej kolejności tekstów. Wyzwaniem graniczącym z niemożliwością byłoby ułożenie ich w porządku chronologicznym, ponieważ Leonard niejednokrotnie powracał do tych samych notatników na przestrzeni lat, używając różnego koloru atramentu. Numerował też same notatki, lecz nie udało nam się rozszyfrować jego systemu. To dlatego zdecydowaliśmy się na kolejność numeryczną samych notatników, w pełni świadomi, że nie odzwierciedla ona kolejności wpisów. Na fragmenty te składa się wiele strof i wersów – Leonard nazywał je „wycinkami” – w których czytelnik zaznajomiony z twórczością poety rozpozna wczesne szkice do jego późniejszych piosenek i wierszy. Nie próbowaliśmy stworzyć z tego materiału osobnej narracji, fragmenty przytaczamy w wersjach jak najbardziej zbliżonych do oryginalnych zapisków. Nie zmienialiśmy ani interpunkcji, ani podziału na strofy. W transkrypcji przestrzegaliśmy ogólnych zasad, a w przypadku występowania różnych wersji używaliśmy następujących symboli: {} oznacza słowo czy zwrot zanotowane nad, albo też pod wersem; [?] oznacza fragmenty nieczytelne; znak *** sygnalizuje odstęp pomiędzy kolejnymi fragmentami notatników.

Poza tym, co składa się na trzy główne części książki, Leonard chciał w niej również zamieścić swoje przemówienie z okazji przyjęcia Nagrody Księcia Asturii, wygłoszone w Hiszpanii 11 października 2011 roku. W innym miejscu publikujemy – dzięki uprzejmości kolegi i przyjaciela Leonarda, Petera Scotta – jedną z ostatnich wymian mailowych Leonarda. Doszło do niej mniej niż dzień przed jego odejściem.

Leonard zaproponował, aby dołączyć do tekstów część jego autoportretów i rysunków, co zresztą zrobił wcześniej w Księdze tęsknoty (2006). Sam nie zdołał dokonać wyboru, Alexandra Pleshoyano wybrała więc prawie siedemdziesiąt autoportretów z ponad 370, jakie stworzył. Towarzyszą im dwadzieścia cztery rysunki artysty. Leonard zgodził się także na zamieszczenie – w roli dodatkowych ilustracji – jego rękopisów. Do książki weszło dwadzieścia stron z jego odręcznym zapiskami.

Na koniec kilka uwag dotyczących poszczególnych wierszy. „Pełne zatrudnienie” to w zasadzie dłuższa wersja tekstu „B-g chciałby dostać piosenkę”. Podobieństwa pomiędzy „Szczęśliwą nocą” a „Dużo piłem” również warte są odnotowania. Wiersz „Powrotny prąd” objawił się jako piosenka na płycie Dear Heather (2004). Wiersz „Kłopotów nie sprawiałem” również stał się piosenką, która ukazała się na płycie koncertowej Can’t Forget: A Souvenir of the Grand Tour (2015). Wiersze „Ulica” i „Tak ze mną tańcz” pokazujemy w nieco odmienionych wersjach w drugiej części książki. Osoby zaznajomione ze stroną internetową Leonard Cohen Files, prowadzoną przez Jarkko Arjatsalo, rozpoznają część wierszy, autoportretów i rysunków, które ukazały się na stronie za zgodą Leonarda.

Robert Faggen i Alexandra Pleshoyano

lipiec 2018

Leonard nie zdążył napisać podziękowań do książki, więc obowiązek ten spadł na mnie – osobę nie przygotowaną do tego zadania. Podziękowania w Księdze miłosierdzia ukazują, jak wielką wagę przywiązywał do ostatniej strony w książce. Jego pokora była szczera, jego wdzięczność bezdyskusyjna. Z pewnością bardzo by mu zależało, aby nie zranić nikogo pominięciem; niezależnie od nieodłącznych ograniczeń tej literackiej praktyki. Po takim wstępie moim hasłem staje się więc… bezpretensjonalność.

Leonard podziękowałby Robertowi Faggenowi za przyjaźń i pracę redakcyjną w długim procesie składania stron Płomienia z bogatych archiwów. Leonard podziękowałby także Alexandrze Pleshoyano, którą poznał w 2010 roku, za jej akademickie doświadczenie i skrupulatność w ostatecznej redakcji rękopisów. Podziękowałby Jaredowi Blandowi z wydawnictwa McClelland & Stewart, Ileene Smith i Jonathanowi Galassiemu z Farrar, Straus & Giroux oraz Francisowi Bickmore’owi z Canongate za ich oddane tej książce, zaś swojemu przyjacielowi, Leonowi Wieseltierowi, za przeczytanie ostatecznej wersji. Chciałby również, abym podziękował jego nowemu agentowi, Andrew Wyliemu, za zaangażowanie w ten projekt i za pracę nad wcześniejszymi publikacjami.

W czasie ostatnich miesięcy życia Leonard przejawiał głęboką wdzięczność wobec wszystkich, którzy wspomagali go w niezwykłym, późnym renesansie jego kariery. Swoim muzykom i członkom ekipy technicznej dziękował na każdym koncercie legendarnego tournée i na pewno chciałby, żebym podziękował teraz osobno każdemu z was. Był dogłębnie wdzięczny ludziom prowadzącym serwisy internetowe z jego twórczością na całym świecie; należeli oni do nielicznych uprzywilejowanych, którzy mieli prawo wstępu za scenę. W ciągu ostatnich ośmiu lat kariery artysta spotkał się niewątpliwie z nowym uznaniem ze strony Sony Music i chciałby, żebym podziękował wszystkim dyrektorom oddziałów, którzy poświęcili tak wiele uwagi jego trzem ostatnim albumom. Ze szczególnym uwzględnieniem Roba Stringera, Shane’a Cartera, Grega Linna, Caryn Hanlon i JoAnn Keading.

Na każdym z tych ostatnich albumów Leonard wyrażał szczególną wdzięczność ich współtwórcom. Z pewnością chciałby więc, abym w tym miejscu wymienił i raz jeszcze podziękował jego synowi Adamowi, który wyprodukował płytę You Want It Darker, producentowi, a także współautorowi piosenek Patrickowi Leonardowi za jego wkład w Old IdeasPopular Problems, oraz współautorce Sharon Robinson.

Nalegałby, abym skierował specjalne podziękowania pod adresem Michelle Rice, jego prawniczki od 2005 roku, która ratowała go przed atakami i nadużyciami poprzedniej menadżerki. Byłby szczególnie wdzięczny Michelle za jej błyskawiczną i skuteczną interwencję, która przerwała ponowne nękanie ze strony poprzedniej menadżerki latem 2016 roku, kiedy poeta najbardziej potrzebował spokoju aby pracować nad książką.

Na koniec, Leonard skierowałby najczulsze wyrazy miłości i wdzięczności do swojej córki, Lorki, syna Adama i jego partnerki Jessiki, za opiekę i wyrozumiałość, dzięki której mógł cieszyć się samotnością potrzebną do ukończenia ostatniego dzieła, a także za wielką radość, jaką mu sprawiali wizytami wnuków, Vivy, Cassiusa i Lyona. Specjalne podziękowanie skierowałby do Anjani.

Robert Kory, czerwiec 2018

Chcesz więcej mroku?

Chcesz karty rozdawać
To ja kończę grę
Chcesz chorych uzdrawiać
Okalecz i mnie
Dziś twoja jest chwała
Więc wstyd wezmę ja
Chcesz zrobić ciemniej?
To płomień zgaś

Wyniesiony, uświęcony
Przed imieniem Twym
I na krzyżu opuszczony
Jak człowieczy syn
Milion świec wotywnych
Lecz pomocy nadal brak
Chcesz więcej mroku?

Hineni Hineni
Mój Panie, już czas

Jest kochanka w tej historii
Bajka stara to jak świat
Kołysanka dla cierpiących
I ten ból istoty zła
Lecz słów w Piśmie zapisanych
Nie rzucało się na wiatr
Chcesz więcej mroku?
To płomień zgaś

Ustawiają więźniów w rzędzie
Strażnik bierze ich na cel
Walczyłem z demonami
Pełny stół oswoił je
Nie wiedziałem, że mi wolno
Zadawać śmierć i gwałt
Chcesz więcej mroku?

Hineni Hineni
Mój Panie, już czas

Wyniesiony, uświęcony
Przed imieniem Twym
I na krzyżu opuszczony
Jak człowieczy syn
Milion świec wotywnych
Lecz miłości nadal brak
Chcesz więcej mroku?
To płomień zgaś

Chcesz karty rozdawać
To ja kończę grę
Chcesz chorych uzdrawiać
Okalecz i mnie
Dziś twoja jest chwała
Więc wstyd wezmę ja
Chcesz więcej mroku?

Hineni Hineni
Mój Panie, już czas

przekład: dw