Aktualności

Czasami zamieszczamy w naszych mediach informacje o zgłoszeniach na rezydencje dla tłumaczy. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej na ten temat z pierwszej ręki, zapraszamy do lektury wywiadu z Ilarią Shevchenko, członkinią Oddziału Zachodniego STL.

Ilario, co dla Ciebie oznacza rezydencja literacka i jak zaczęły się Twoje wyjazdy na rezydencje?
Rezydencja literacka to świetna okazja, by oderwać się od codziennej rutyny i spróbować czegoś ekscytującego. Każdy dzień jest na wagę złota. W ciągu dwóch tygodni można przeżyć tyle wrażeń, że wystarczyłoby na dwa lata! Moje wyjazdy zaczęły się w Polsce – trafiłam tu przypadkiem po wybuchu wojny w Ukrainie. Wygrałam kilka konkursów, co dodało mi skrzydeł.

Ile masz rezydencji za sobą i w jakich miejscach?
Obecnie mam za sobą cztery pobyty: w Warszawie, Niedamirowie, Puszczy Białowieskiej i Barcelonie. Czekam też na wyniki naborów na kolejne rezydencje międzynarodowe.

Jaka była specyfika każdego z tych miejsc i jakie panowały tam warunki pobytu?
W Warszawie miałam do dyspozycji osobne mieszkanie i doskonałe warunki do pracy. W innych miejscach mieszkałam pod jednym dachem z twórcami z różnych krajów – to było zupełnie inne, niezwykle inspirujące doświadczenie.

Co było w nich szczególnego dla Ciebie?
Ogromne emocje towarzyszyły mi, gdy mogłam gościć moją mamę w Warszawie. Na początku marca 2022 roku żegnałyśmy się w dramatycznych okolicznościach – ostrzały, wybuchy, puste ulice Kijowa… A już w listopadzie mama przyjechała do Polski i wspaniale spędziłyśmy razem czas. Jestem niezmiernie wdzięczna Staromiejskiemu Domowi Kultury za możliwość połączenia pracy twórczej z życiem prywatnym. Jeśli chodzi o specyfikę kulturalną, zachwyciła mnie magiczna atmosfera pogranicza w Niedamirowie i Puszczy Białowieskiej. Przestrzeń, w której współistnieją różne kultury, niezwykle pobudza wyobraźnię.

Mówiłaś, że podczas niektórych rezydencji byłaś sama, inne zaś przyniosły nowe znajomości z osobami rezydującymi w tym samym czasie. Jakie znaczenie mają dla Ciebie te kontakty?
Znajomości zawierane podczas rezydencji mają dla mnie ogromne znaczenie, bo poznajesz ludzi, których inaczej byś nie spotkała. Czasem rodzi się z tego prawdziwa przyjaźń. Innym razem pojawia się… antypatia od pierwszego wejrzenia – bez logicznego wyjaśnienia, co samo w sobie bywa intrygujące. Zazwyczaj mam pozytywne doświadczenia. Z ukraińską pisarką Oleną Tereszczenko zaprzyjaźniłam się w Karkonoszach – wciąż jesteśmy w kontakcie. W czerwcu miałam przyjemność poprowadzić z nią spotkanie podczas festiwalu „Pyrkon”. Z kolei w Barcelonie świetnie bawiłam się w towarzystwie poety z Tajwanu i pisarki z Islandii – przez cały miesiąc ani jednej sprzeczki! Owocna wymiana kulturalna.

Wiem, że podczas rezydencji w Barcelonie miałaś okazję nie tylko zawierać nowe znajomości, ale również pielęgnować dawne kontakty ze świata literackiego. Opowiesz coś o tym?
Rzeczywiście – spotkałam się tam z pisarzem Antoniem Iturbe, którego twórczość tłumaczę. Nasza relacja to niezwykła historia przyjaźni. Bardzo wspierał mnie od początku wojny i nawet nadał moje imię bohaterce swojej ostatniej powieści Muzyka w ciemności.

W marcu 2023 roku przyjechał na Targi Książki w Poznaniu, by wziąć udział w wydarzeniu poświęconym polskim i ukraińskim przekładom Bibliotekarki z Auschwitz. W Barcelonie Antonio pokazał mi swoje rodzinne osiedle – Barcelonetę – które szczegółowo opisał w książce Nieskończona plaża, a której tłumaczenie właśnie rozpoczęłam. Spacery z autorem bardzo ułatwiły mi pracę.

Skąd czerpiesz informacje o rezydencjach?
Źródła są różne: grupy na Facebooku, strony internetowe, rekomendacje znajomych, a także zwykłe wyszukiwanie w Google. Wszystko się przydaje.

Czy miałaś opory przed składaniem aplikacji na rezydencje? Co poradziłabyś osobom, które się wahają?
Nie miałam żadnych wątpliwości – od początku wiedziałam, że poczuję się w swoim żywiole. Moja rada? Nabierzcie odwagi i po prostu aplikujcie. Rezydencje dają tyle korzyści, że naprawdę nie ma się nad czym zastanawiać. Jedno ostrzeżenie: łatwo przyzwyczaić się do „dolce vita” w roli honorowego gościa – po powrocie do rzeczywistości może być trudno zejść na ziemię… Ale to mija!

W których miejscach pracowało Ci się najlepiej i dokąd z chęcią byś wróciła?
Z chęcią wróciłabym do wszystkich miejsc – wszędzie pracowało mi się świetnie. Ale najlepiej chyba w Niedamirowie. Inspirował mnie każdy zakątek. Uwielbiałam noclegi w starym domu z duchami – chociaż duchy raczej unikały kontaktu ze mną, podejrzewając, że nie zdołają przestraszyć miłośniczki horrorów!

Na jakie rezydencje wybierasz się wkrótce?
Zostałam zaproszona na miesięczny pobyt w Międzynarodowym Domu Tłumaczy w Windawie (Łotwa). Wybieram się tam w grudniu 2026 roku – lub wcześniej, jeśli ktoś zrezygnuje. Oprócz tego biorę udział w trzech konkursach rezydencyjnych.

Jaka rezydencja marzy Ci się najbardziej?
Zdecydowanie rezydencja nad jeziorem Como! Postawiłam sobie za cel trafić do tego kultowego miejsca.

Wobec tego trzymam kciuki! Dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, że za jakiś czas opowiesz mi o wrażeniach znad Como.

Rozmawiała: Adriana Sokołowska-Ostapko

Zdjęcie: Renata Wołkowicka

Ilaria Shevchenko jest ukraińską tłumaczką literatury, specjalizuje się w przekładzie hiszpańskich, brytyjskich i amerykańskich bestsellerów. Współpracuje z największymi ukraińskimi oficynami wydawniczymi. W swoim dorobku ma między innymi przekłady następujących powieści: Carlos Ruiz Zafón „Las luces de septiembre” (po polsku ukazała się pod tytułem „Światła września”, tłum. Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodán Casas); Dolores Redondo „La cara norte del corazón” (po polsku „Kształt serca”, tłum. Iwona Michałowska-Gabrych); Antonio Iturbe „La bibliotecaria de Auschwitz” (po polsku „Bibliotekarka z Auschwitz”, tłum. Marta Szafrańska-Brandt) czy Javier Marías „Berta Isla” (po polsku „Berta Isla”, tłum. Tomasz Pindel). W 2024 r. za przekład „Bibliotekarki z Auschwitz” otrzymała międzynarodowe wyróżnienie Szolema Alejchema.