Aktualności

Małgorzata Diederen-Woźniak (zob. profil) tłumaczy z języka niderlandzkiego. Ma na koncie przekłady chociażby Gerta Maaka czy Arnona Grunberga. W przerwach w pracy relaksuje się na spacerze albo w ogrodzie.

Na początek o początkach.

Początek był nietypowy. Zafascynowała mnie książka „W Europie. Podróże przez XX wiek” Geerta Maka, która pokazywała zupełnie inne spojrzenie na XX-wieczną historię kontynentu niż polskie książki. Postanowiłam ją przetłumaczyć. Niderlandzki Letterenfonds wymaga od początkujących tłumaczy próbki przekładu, która jest oceniana przez doświadczonych ekspertów. Udało mi się przejść przez tę procedurę, szybko znalazłam wydawcę i tak zostałam tłumaczką. Pan redaktor prowadzący był cierpliwy, pani redaktorka wyrozumiała i bardzo wspierająca. Dużo się od niej nauczyłam.

Następne zlecenia pojawiły się same.

A książkę bardzo polecam. „Śladami Steinbecka” (Czarne, seria amerykańska) tego samego autora jest bardziej znane, ale tamta historia Europy jest fascynująca.

Noc czy dzień? Jaki masz system pracy?

Dzień. Wieczór jest zarezerwowany na odpoczynek i przyjemności, czytanie na przykład. Dawniej pracowałam intensywniej, ale zbliżam się do wieku emerytalnego i nie chcę już tak wiele pracować. Jeśli czasu na przekład jest niewiele, to odmawiam.

Kanapa czy biurko? Gdzie tłumaczysz?

Pracuję najchętniej przy biurku. Tłumaczenie to praca i lubię mieć swoje miejsce pracy.

Słownik elektroniczny czy papierowy?

Elektroniczny. Kilka słowników, programów, słownik synonimów, korpus języka polskiego.

Wikipedia czy Narodowa? Skąd czerpiesz informacje?

Wikipedia po polsku, niderlandzku i angielsku. Plus mnóstwo szukania w sieci na rozmaitych stronach. 

Kiedy się zablokujesz, to…?

Idę na spacer.

Redaktor to…?

Dobry redaktor to złoto, istotna pomoc i przyjemność ze współpracy. Złośliwy redaktor to męka i mnóstwo stresu.

Od kogo uczysz się przekładu?

Uczestniczyłam w kilku kursach dla tłumaczy i warsztatach. Dużo nauczyłam się od dobrych redaktorek. Czytam przekłady innych.  

Yerba mate czy spirytus? Co daje Ci energię do pracy?

Rano kawa, a potem herbata po angielsku. Mocna, czarna z dodatkiem mleka.

Kot czy gekon? Jakie istoty cię w niej wspierają?

Z biurka mam widok na własny ogród. Przyglądanie się wiewiórkom, ptakom, owadom i motylom jest bardzo relaksujące. Jednak to rośliny kocham najbardziej. Patrzenie na kwitnące drzewa owocowe, tulipany, letnie kwiaty, a potem kolory jesieni sprawiają mi wiele radości.

Co robisz z egzemplarzami autorskimi?

Jeden zatrzymuję dla siebie, a resztę rozdaję przyjaciołom. Egzemplarzy autorskich dostaję coraz mniej. Dawniej wydawnictwa przysyłały nawet dziesięć, teraz zdarza się, że proponują jeden.

Co robisz dla relaksu, czyli Twoje zasady tłumackiego BHP?

Jeżdżę na rowerze, spaceruję i podróżuję, oglądam świat. Lubię pracować w ogrodzie.

Twoja najciekawsza tłumaczeniowa anegdota?

Nic specjalnego nie przychodzi mi do głowy. Może sytuacja, kiedy wydawnictwo uparło się na tytuł „Szokujące fakty z życia reportera” Jorisa Luyendijka. Tytuł zupełnie nie oddawał treści książki. My, tłumaczki proponowałyśmy tytuł „Bliski Wschód z bliska”, bo o tym jest ta książka. O dyktaturach w krajach arabskich i o konflikcie Izraela z Palestyńczykami. W pierwszej recenzji książki w „Śniadaniu Mistrzów” Marcin Meller wykrzyczał: Kto wymyślił ten idiotyczny tytuł!

Ważne dla ciebie książki?

Hm, tyle ich jest. W dzieciństwie czytałam bardzo dużo, oczywiście „Polyannę” i „Anię z Zielonego Wzgórza”, ale najbardziej lubiłam przygody Tomka Wilmowskiego. Ciągnęło mnie do podróżowania, chociaż możliwości były wówczas bardzo ograniczone.. Ukształtował mnie Miłosz, Herbert, Iwaszkiewicz (piękny język polski!), Konwicki, Norman Davies. Byłam zachwycona „Szkicami piórkiem” Andrzeja Bobkowskiego. Z bardziej współczesnych cenię Olgę Tokarczuk, Joannę Bator, Mariusza Szczygła. Chętnie czytam reportaże, polskie i niderlandzkie.

Gdyby wszyscy mieli przeczytać Twój jeden przekład – to który?

O Geercie Maku już pisałam, polecam „Tirzę” (Pauza) Arnona Grunberga, która jest doskonałą, chociaż mroczną powieścią, uważaną za jedną z najlepszych niderlandzkich książek XXI wieku. Polecam także „Innego rodzaju miłość” (GWF Foksal) Alicji Gęścińskiej, książkę, którą przyjemnie się czyta, ale nie wszyscy dostrzegają w niej warstwę filozoficzną. Trzy kobiety (matka, córka i kochanka)  i trzy zupełnie inne portrety jednego mężczyzny.

Ogromną satysfakcję sprawiło mi wydanie „Podróżniczek” Wolfa Kielicha (WAB), to był mój pomysł. Kupiłam tę książkę za 50 centów w jakimś antykwariacie i zachwyciłam się opowieściami o wojażach kobiet w XIX wieku.

Co teraz tłumaczysz, przetłumaczyłaś albo właśnie ukazało się w Twoim przekładzie?

Niedawno nakładem Fundacji Liberté! ukazało się „Europejskie pandemonium” Luuka van Middelara. Ciekawa i optymistyczna pozycja, opisująca, jak pandemia wpłynęła na szybszą integrację Unii Europejskiej. W wydawnictwie Pauza na wydanie czeka druga książka Arnona Grunberga, tym razem non-fiction, „Rzeźnicy i psychiatrzy”. Teraz pracuję nad przekładem „Burgundczyków” Barta van Loo, znakomitego pisarza belgijskiego, który w tej książce opisuje historię Burgundii, czyli początki powstania Niderlandów, z których potem wyłoniła się Holandia i Belgia. Książka ukaże się w wydawnictwie Znak Horyzonty.